Jedz, módl się i kochaj – przepowiednia Ketuta.

Przeczytałam gdzieś, że podobno ludzie dzielą się na dwie kategorie: ci którzy byli już kiedyś na Bali i ci którzy marzą o tym, żeby kiedyś tam pojechać. I tak właściwie ciężko jest się temu dziwić. To taki trochę raj na ziemi, położony na wiecznie zielonej wyspie. Tutaj wszystko jest święte, wszystko ma jakiś sens, a  stare, przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycje oraz bogate i tajemnicze życie duchowe współczesnych Balijczyków, intrygują przybywających tutaj masowo turystów. Niektórzy, przyjeżdżają tutaj w poszukiwaniu tanich atrakcji, odmiennej kultury lub zapierających dech w piersiach pejzaży. Są też tacy, którzy w wizycie na Bali, szukają recepty na szczęście.

O poranku, mieszkanki Ubud wychodzą na ulice aby złożyć dary bogom. Idąc po chodniku, uważnie patrzę pod nogi, żeby nie nadepnąć na śliczne, ofiarne koszyczki, uplecione z liści bananowca, wypełnione ryżem, kwiatami, słodyczami, a czasem nawet pieniędzmi. W miasteczku unosi się zapach świeżych ziół, kwiatów i kadzideł. Kolorowe procesje i łagodna muzyka, pozwalają mi zapomnieć o tłumie turystów, hałasie ruchu drogowego, ogromnych dziurach w chodnikach. Jestem w Ubud, prawdopodobnie najbardziej magicznym miejscu na Bali, mieście artystów, ale także czarowników, szamanów i uzdrowicieli. No bo na Bali, ktoś przecież musi zabiegać o względy bogów i łagodzić gniewy demonów.

Z mapą w dłoni mijam Święty Małpi Las i powoli oddalam się od centrum. Idę na spotkanie człowieka, który dzięki swoim przepowiedniom, na zawsze odmienił życie Elizabeth Gilbert. Historia tego spotkania, opisana w autobiograficznej powieści “Jedz, módl się, kochaj”, szybko stała się światowym bestselerem, biblią kobiet na całym świecie i dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, by odmienić swoje życie. Filmowa adaptacja książki, z Julią Roberts w roli głównej, zadziałała prawdopodobnie jak najlepsza dla miasteczka reklama. A ubogi niegdyś szaman, stał się lokalną gwiazdą. Siedemdziesiąt złotych za 20-minutową wizytę, uczyniły z niego całkiem bogatego i zapewniły dostatnie życie jego dzieciom i wnukom. Ketut Liyer? – pytam miejscowych – a oni, trochę śmiejąc mi się w twarz – wskazują drogę, dając do zrozumienia, że jestem jedną z tych naiwnych kobiet które dają się nabrać na te niby wróżby starca szamana-uzdrowiciela, który żeruje na naiwności tysiąca ludzi.

DSC01073

DSC01087

DSC01080

 – Jesteś bardzo ładna, chętnie bym cię pocałował gdybym był młodszy. Ale jestem stary i jeśli ci pocałuje…zwymiotujesz…fuuujjjj! – oto siedzę twarzą w twarz z Ketutem. Ketut tryska energią i co jakiś czas wybucha gromkim śmiechem. Najpierw zagląda mi prosto w oczy, a następnie egzaminuje kolejno ręce, plecy i kolana, by określić stan mojego zdrowia. Wszystko jest podobno w jak najlepszym porządku. Następnie, czytając moje linie papilarne, Ketut przepowiada mi przyszłość. Wkrótce spotkam mężczyznę mojego życia ( kiedy się to stanie, powinnam do niego zadzwonić i o wszystkim opowiedzieć ), będę miała troje dzieci i dożyje setki. Jestem bardzo inteligentna i odniosę sukces. A do szczęścia nie brakuje mi niczego. No i to chyba tyle.

P1030268

P1030274

Wychodzę ze spotkania z uśmiechem na ustach. Czytając blogi podróżnicze wiedziałam trochę czego się spodziewać po tej wizycie. Niestety, Ketut “przepowiada” prawie każdemu to samo, używając wyuczonych, prostych zdań w języku angielskim. I na nic zadawanie pytań, na które nigdy nie dostałam odpowiedzi. Pewne jest to, że Ketut potrafi przekazać swoja radość i poczucie humoru. I tak naprawdę, pozwala ludziom poczuć się tak jak bohaterka filmu.  See you later, alligator! – słyszę z oddali.

Czy żałuję tego spotkania? Oczywiście, że nie! Odwiedzając Ketuta, nie liczyłam na odmianę mojego życia. Bo czy jest tak naprawdę coś, co chciałabym w nim zmienić?  Po co więc tutaj przyszłam? Nie wiem. Pewnie trochę z ciekawości, bo w takie tam wróżby to chyba raczej nie wierzę. Chociaż zabawne jest to, że mężczyznę mojego życia, rzeczywiście poznałam niedługo po tym spotkaniu. Może powinnam do Ketuta zadzwonić?

DSC01125

Adres Ketuta
Ketut Liyer, Pengosekan-Mas, Ubud – Bali – Indonesia, Tel: (0361) 974092

10 Responses to “Jedz, módl się i kochaj – przepowiednia Ketuta.”
  1. Marcin | Wojażer

    Też bym się do niego wybrał. Nie traktowałbym tego w kategoriach szukania “nowej drogi, nowego życia” etc. Wybrałbym się tak samo jak Ty – żeby zobaczyć o co chodzi o żeby to opisać.

  2. Jasne, że zadzwonić! W końcu facet miał rację! Fajna przygoda :) I zdecydowanie należę do tej części populacji, która pobyt na Bali ma jeszcze przed sobą! Koniecznie :)

  3. Karol Werner

    A czy liczy się Bali na Białorusi? Jak tak to byłem też! :D (dupy nie urywa…)

  4. Natalia

    Nie powinno się żałować takich doświadczeń:) Natomiast sceptycyzm co do realności przepowiedni prorokowanych przez, jakby nie było, międzynarodową gwiazdę, jest już wskazany;) W każdym razie życzę, żeby słowa Ketuta i tak się spełniły:)

    • eva

      Dziękuję! :)

  5. Tresvodka.com

    Jestem jeszcze w grupie, która marzy, żeby Bali odwiedzić :) Wierzę, że to już bliżej niż dalej, z tego mojego Chile… hihi :)

  6. Karolina

    Bali jest jedną z pozycji najwyżej na liście marzeń i mam nadzieję, że się uda wybrać tam w niedalekiej przyszłości :) Mam nadzieję, że Ketut faktycznie miał rację, że Ci do szczęścia nic nie brakuje. Jeśli się kiedyś zjawię na Bali, też się go o moje szczęście zapytam, a nuż coś podpowie :D

    • Eva | Roadtonz.com

      To ja Tobie życzę abyś jak najszybciej mogła na Bali pojechać. Przy odrobinie szczęścia Ketut przepowie Ci dokładnie to samo… ;) Albo może wreszcie popisze się oryginalnością! Z chęcią o spotkaniu poczytam. Pozdrawiam :D

Leave a Reply