Nowa Zelandia oczami ośmiolatka!

Szymon Radzimierski ma dopiero osiem lat, a już podbija serca polskiej blogosfery. Od najmłodszych lat podróżuje po świecie ze swoimi rodzicami i do tej pory udało mu się odwiedzić ponad 20 krajów! To pewnie jeden z pierwszych polskich blogów pisanych przez tak młodego człowieka. Jak sam podkreśla, pisząc i publikując zdjęcia, może w jakiś sposób udowodnić kolegom, że jego opowieści z podróży są jak najbardziej prawdziwe!

Szymon pisze jednoczenie w dwóch językach, po polsku i po angielsku. Jeszcze przed tym jak zajrzałam na bloga, zainteresowała mnie sama jego nazwa, Planet Kiwi. Brzmi trochę po nowozelandzku, co? I jak się okazuje, jednym z odwiedzonych przez Szymona krajów była właśnie Nowa Zelandia, na której spędził 3 tygodnie. Szymon jeszcze nie zaczął pisać o tej przygodzie na blogu dlatego u mnie wyjątkowo, przedpremierowo, opowie o tej wyprawie.

Szymon Radzimierski, planetkiwiblog.com

Jakie były pierwsze wrażenia po przyjeździe do Nowej Zelandii? Czy taką ją sobie wyobrażałeś?

Wyobrażałem sobie, że Nowa Zelandia będzie bardzo ładna i będą piękne krajobrazy, bo wszyscy tak mówili. Poza tym oglądałem Hobbita i Władcę Pierścieni i bardzo podobały mi się widoki. Poza tym rodzice mówili, że Nowa Zelandia to „świat w pigułce”. Tak, Nowa Zelandia z pewnością spełniła moje oczekiwania, a nawet były tam rzeczy, których nikt się nie spodziewał jak np. skaczące delfiny w Milford Sound!

W 10 godzin przeszedłeś 20 kilometrowy, górski szlak Tongariro Alpine Crossing, to dopiero wyczyn! Musiało być bardzo ciężko, prawda? Szczególnie dla kogoś w tak młodym wieku. Znam kilku dorosłych, którzy z trudem dotarli do końca trasy. Warto było?

Na Tongariro Crossing było bardzo trudno, ale dałem radę. Najgorsze było pierwsze podejście, bo tak wiał wiatr, że myślałem że nas zdmuchnie. Rodzice trzymali mnie za ręce i nie pozwalali mi dochodzić do grani. Przy jeziorkach było lepiej, bo nie byłem jeszcze tak bardzo zmęczony, a nie wiało już tak strasznie i wyszło słońce. Na samym końcu byłem już tak zmęczony, że ostatnią godzinę biegłem truchtem. :) Na całym szlaku nie spotkałem żadnego dziecka. Uważam, że było baaaaaaaaardzo warto tam iść, ponieważ zobaczyłem rzeczy, których inaczej bym nie zobaczył, jak na przykład zastygła lawa i piękne widoki. Idąc przez te dwadzieścia kilometrów poczułem się jak Frodo z Władcy Pierścieni. Bardzo mi było miło, jak wszyscy ludzie patrzyli na mnie z podziwem, że dałem radę.

Czy w trudnych momentach przychodzi Ci do głowy by powiedzieć rodzicom, że już nie chcesz podróżować i wolałbyś spędzić czas na przykład grając z kolegami?

Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby powiedzieć rodzicom, że nie chce podróżować dalej! Podróże to moje hobby i bardzo to lubię nawet jak czasem jest trudno.

Które miejsca w Nowej Zelandii polubiłeś najbardziej i dlaczego?

Jedno z moich ulubionych miejsc w Nowej Zelandii to okolice Rotorua. Jest tam dużo ciekawych rzeczy do zobaczenia i do zrobienia. To tam pojechaliśmy  na tyrolki i zjeżdżaliśmy nad dżunglą na wysokości nawet 25 m! Zjeżdżałem też w kulach z wodą, czyli na Zorbingu, co było fantastyczne !!!. W Rotorua były także suuuuuuper gejzery. Kolejne moje ulubione miejsce to Hobbiton. Podobało mi się tam dlatego, że mogłem zobaczyć świat w którym żył Hobbit, napić się piwa imbirowego (bezalkoholowe, sprawdziłam ;)-przyp.red.) i zobaczyć ile pracy włożono w tą scenografię. Po za tym super były glow wormsy (świecące robaczki – przyp.red.) w jaskiniach. Z kolei w okolicach Christchurch było genialne miejsce ze zwierzętami. Było ono fajne między innymi dlatego, że mogłem zobaczyć kiwi w budynku nocnym, chodzić między kangurami i oglądać całą masę ptaków.

Jakie pamiątki przywiozłeś z Nowej Zelandii?

Najważniejszą dla mnie pamiątką z Nowej Zelandii jest wydająca dźwięki przytulanka kiwiego. :) Jak chodziłem na dodatkowy angielski i przynosiłem kiwiego, to wszystkie panie się nim strasznie zachwycały.

Szymon Radzimierski, planetkiwiblog.com

Co Ci się najbardziej podoba w podróżowaniu?

W podróżowaniu najbardziej podoba mi się to, że mogę się poznawać z innymi dzieciakami i ludźmi oraz poznawać inny świat.

A za czym tęsknisz najbardziej będąc w podróży?

W czasie podróży najbardziej tęsknię za moimi kotami i moim psem.

Czy dotarłeś już do takiego miejsca na świecie, które Cię urzekło na tyle, że mógłbyś tam zostać na zawsze?

W czasie podróży zobaczyłem bardzo duuuuuużo pięknych miejsc, ale ja muszę mieć swoje stałe miejsce, czyli dom w Polsce, do którego zawsze mogę wrócić.

Szymon Radzimierski, planetkiwiblog.com

Dziękuję Szymon! Życzę kolejnych pięknych podróży, którymi będziesz mógł się z nami podzielić na swoim blogu!

A Was zapraszam do odwiedzenia bloga Planet Kiwi oraz Fejsbuka Szymona. Jestem pewna, że w Waszym otoczeniu znajdą się również młodzi ludzie, którzy z pasją będą śledzić jego przygody, w przyjemny sposób ucząc się o świecie. Ja sama, gdybym mogła cofnąć się w czasie do podstawówki, chciałabym mieć taką możliwość poznawania świata. No i nie zapomnijcie zostawić śladu Waszej wizyty, lajku, komentarza? Wiecie jak motywacja bardzo pomaga w dalszym działaniu! A twórczość Szymona naprawdę zasługuje na pochwałę. Zresztą co Wam będę mówić, zajrzyjcie sami! Dzięki! :)

 

16 Responses to “Nowa Zelandia oczami ośmiolatka!”
  1. Magdalena

    Bardzo miły wywiad. Szymon sprawia wrażenie bardzo rozgarniętego młodego człowieka. Nic tylko podróżować -)

    • Eva | Roadtonz.com

      Taaak! I fajnie, że wreszcie pojawił się blog, który przypadnie do gustu również młodszym czytelnikom. :)

  2. Katarzyna

    No proszę, taki młody a już spełnił jedno z moich marzeń czyli Nowa Zelandia i możliwe że był w większej liczbie krajów niż ja. tylko się załamać :P

  3. Julia

    Ja kibicuję Szymonowi już od dłuższego czasu i niecierpliwie czekam aż odwiedzi nas w Brisbane! P.S. Ty też byś mogła :)

    • Eva | Roadtonz.com

      Dam znać co i jak. Za 3 miesiące będziemy wiedzieć czy nadal zostajemy w NZ czy zmiana planów. :) A Ty kiedy do nas? :P

  4. Joanna/places2visit.pl

    Bardzo mi się podoba ten wywiad, zobaczymy jak swoje przygody z Nowej Zelandii opisze na blogu.

  5. LK

    Szymon. Tak trzymaj
    Nasza Olka ma dopiero rok i kilkanście podróży za sobą. Mamy nadzieję, ze wszystko się ładnie potoczy

    • Eva | Roadtonz.com

      Pięknie! Najlepszy prezent jaki możecie podarować Oli, to pokazać jej świat i jeszcze go dla niej opisać. Czyli to, co już teraz robicie! Brawo! Pozdrawiam! I niech Ola rośnie zdrowo. :)

  6. Szymon

    Dzięki, że chciałaś przeprowadzić ze mną wywiad i wymyśliłaś suuuuper pytania !!! Bardzo się cieszę, że podoba Ci się mój blog. :) ;) Szkoda, że nie planujemy teraz wyjazdu do Nowej Zelandii, bo moglibyśmy się spotkać ! :) ;)

    • Eva | Roadtonz.com

      Hej Szymon! Cała przyjemność po mojej stronie! :)
      Za to ja się do Polski w tym roku wybieram, więc może nic straconego! :D

  7. Sądecki Włóczykij

    Rezolutny chłopak, choć zastanawiam się nad sensem wielkich podróży w wykonaniu dziecka 8-letniego. Czy nie za szybko? A gdzie grupa rówieśnicza? Gdzie dzieciństwo spędzone na budowaniu baz i atakowaniu wrogów patykami?
    Jestem jak najbardziej za wielkimi podróżami, ale jeszcze bardziej za dobrym, właściwym okresem wychowania i dzieciństwa.

    Albo może się mylę, bo pedagogiem w pełni wykwalifikowanym nie jestem :P

    • Eva | Roadtonz.com

      Z tego co wiem, to Szymon chodzi normalnie do szkoły, więc wyjazdy to pewnie jakoś bardziej w ramach wakacji. Może jak jego rodzice przeczytają Twój komentarz, to sami wyjaśnią jak to bywa z organizacją, ja sama jestem ciekawa. :) Wiesz, ja sadzę, że to co pokażą Ci podróże nie nauczy cię szkoła. Dopiero kiedy szkołę skończyłam, odkryłam jak piękny jest świat, jak ważna jest tolerancja i że moje życie wcale nie musi wyglądać schematowo. Teraz dzieci mogą poznać swoje możliwości dużo wcześniej niż kiedyś. Spotkani w podróży rówieśnicy też stanowią ważną część dzieciństwa. Tym bardziej jeżeli później wraca się do domu (bo dom jest bardzo ważnym miejscem) i do kolegów z podwórka. I chyba raczej niczego się nie traci, a wręcz zyskuje. Jedyne co mnie niepokoi to fakt, że jak tu dogadać się z kolegami, jeżeli wie się o świecie o wiele więcej niż oni. Ja sama chociaż zaczęłam podróżować o wiele później, czasami miałam wrażenie, że miałam problem w porozumieniu się z niektórymi rówieśnikami. Oni po prostu nie potrafili zrozumieć o czym mówię, bo niektórych rzeczy po prostu nie doświadczyli.
      Ale się rozgadałam! :D W każdym razie w dniu dzisiejszym nie mam pojęcia jakie pedagogiczne decyzje podejmę, jeśli kiedyś zostanę mamą. :)
      Pozdrawiam i dzięki za komentarz! :)

    • Monika

      Witajcie tu mama Szymona :) Skoro Eva wywołała mnie do odpowiedzi to oczywiście z przyjemnością odpowiadam :)
      Jest dokładnie tak jak pisze Eva – nie podróżujemy przez cały rok, a jedynie w wakacje i ferie , średnio po 3 tygodnie dwa razy w roku. Nie trzeba bowiem rezygnować z pracy, szkoły, zabaw z rówieśnikami, żeby zwiedzać świat !!! To wszystko da się połączyć !! Szymon chodzi normalnie do szkoły, trenuje, biega z dzieciakami, jeździ na rowerze i dokładnie robi to, o czym Pan/Pani pisał/a !!! Razem z przyjaciółmi tworzą własne światy, budują bazy (ostatnio międzygalaktyczne ;) , walczą na patykowe miecze, szpiegują, szukają skarbów – czasami wracają do domu tylko czegoś się napić, zjeść i dalej wyruszają w swój wyimaginowany świat. Do tego nasze wyjazdy są tak ułożone, żeby nie zajmowały całych wakacji (normalnie pracujemy i to nie w instytucjach związanych z turystyką :), bo Szymon jeździ również na różnego rodzaju kolonie – lubi rowery, snowboard, wspinaczkę, żagle i te swoje pasje ma możliwość realizować. Nie jest zatem prawdą częste przekonanie, że ludzie którzy podróżują po dziwnych miejscach na świecie nie prowadzą zwykłego, tradycyjnego życia – my właśnie takie prowadzimy !!! Ze świętami w domu, pracą, szkołą, spotkaniami Szymona ze znajomymi, nocowaniem dzieciaków u nas w domu itd. To tylko kwestia organizacji i nic więcej. Jedyne na co Szymon ma pewnie mniej czasu niż inne dzieci to oglądanie telewizji i granie w PS4 – ale to w pełni świadomie ograniczaliśmy od początku, a on i tak woli biegać, zakładać bazy, punkty obserwacyjne na drzewie i walczyć na patyki ;) Na wyprawach robi to samo tyle, że z dziećmi z innych krajów, grał nawet z młodymi ( kilkunastoletnimi) mnichami w birmańską piłkę ! Jest niezwykle otwarty i prostolinijny i takie kontakty nie sprawiają mu żadnego problemu – a język, nawet jak dzieciaki nie znają angielskiego, nie jest do zabaw dziecięcych żadną przeszkodą, co widać na każdym wyjeździe. Mam nadzieję, że przekonałam tych co się obawiają, iż wyjazdy dla dziecka to sama radocha, żadnych negatywów a tylko pozytywy, bez uszczerbku w kontaktach z rówieśnikami, rodziną i bez uszczerbku dla codziennych zabaw.
      A tak jak napisała Eva, wiedza którą nabywa na wyjazdach jest nie do przecenienia. I nie chodzi tu tylko o wiedzę czysto merytoryczną o konkretnych krajach, kontynentach, zwierzętach, roślinach, jedzeniu czy zwyczajach, którą wchłania przez doświadczenie. Szymon nie klasyfikuje ludzi według ich koloru skóry, wiary, wyglądu, upośledzenia itp. Dla niego wszyscy ludzie są tacy sami, mają te same radości, problemy , podobne marzenia – doświadczył tego, słuchał ich i po prostu to wie ! Nie musimy już go uczyć tolerancji, empatii, wpajać mu chęci niesienia pomocy, pochylania się nad słabszymi na codzień – on mimo swoich 8 lat robi to już teraz, a nauczyły go tego podróże i ludzie tam spotkani. Odruchem zakręca kran przy myciu zębów – bo wodę trzeba oszczędzać (w niektórych krajach jest z nią duży problem), szanuje każde żywe stworzenie i dzieli się jedzeniem, zabawkami, słodyczami (bo doświadczył tego, że dzieci w niektórych krajach bywają głodne). Także zabierajcie dzieci gdzie tylko się da, a będziecie mogli patrzeć jak Wasze dziecko zmienia świat !!! Pozdrawiam
      mama Szymona

      • Eva | Roadtonz.com

        Dziękuję za zabranie głosu i za bardzo interesującą wypowiedź! Pozdrawiam serdecznie! :)

Leave a Reply