Haka, Waitangi i o początkach Nowej Zelandii!

6 lutego. Święto narodowe. To najważniejsze, hucznie obchodzone każdego roku. Dzień w którym ziemia pod naszymi nogami, Aotearoa, przestała być jedynie Krajem Długiego, Białego Obłoka i oficjalnie stała się Nową Zelandią. Waitangi Day, dzień w którym Maorysi, mordowani masowo przez kolonizatorów brytyjskich podpisali swój wyrok. Oddali ziemię w ręce wroga. I chociaż 176 lat później, hucznie obchodzony dzień ma na celu pokazać pojednanie kolonizatorów z pierwszymi mieszkańcami, widać że jedni cieszą się z niego bardziej niż drudzy. I pomimo tych wszystkich lat, które upłynęły od podpisania traktatu, czas nie do końca wyleczył rany, a na pewno zostawił blizny na sercach tych, których przodkowie oddali swoje życia starając się zachować ziemię i wolność.

Cztery dni przed Waitangi Day. Jesteśmy w Northland na Wyspie Północnej, dokładnie 100 kilometrów od miasteczka Waitangi, do którego za niecałe 92 godziny spłyną masy ludzi z całego kraju. Waitangi stanie się place to be. Miejsce w którym podpisano traktat, zostanie otwarte dla rzeszy odwiedzających. Za darmo, będzie można wejść do muzeum, uczestniczyć w spektaklach na świeżym powietrzu, zjeść tanio w jednej z licznych budek czy nawet kupić kilka bibelotów. To wszystko nad brzegiem oceanu, w blasku promieni późnego lata…

IMG_7408_1 IMG_7424

Nic dziwnego, że tego tego dnia niemożliwe jest znalezienie miejsca parkingowego w pobliskim miasteczku Paihia, które z Waitangi łączy otwarty dla pieszych most. Pobliskie łąki zamieniają się w zaaranżowane, strzeżone parking za 5$ na cały dzień. Dostajemy kolorowy program obchodów. Pokazy zostały przewidziane w rożnych częściach kompleksu Waitangi. Szybkie spojrzenie na mapę i już wiemy co, gdzie i kiedy chcemy zobaczyć. Święto może się zacząć!

Nad rzeką dostrzegamy grupy Maorysów, ubranych w skąpe stroje wykonane z piór. Jeden z nich zaczyna recytować coś w ich języku, przygrywa na instrumencie wykonanym z muszli, reszta odpowiada, wszyscy zaczynają śpiewać… Wiem, że to zaaranżowany spektakl, ale wszystko wygląda tak naturalnie. Ciarki przechodzą mi po plecach, kiedy słyszę maoryskie pieśni, kiedy widzę zaangażowanie tych, którzy zaraz odpłyną w rzeźbionych, drewnianych łodziach waka, wykrzykując słowa odwagi i otuchy, tak jak ich przodkowie, silni i dzielni, gotowi do walki.

Na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że Maorysi to najlepsi aktorzy na świecie. Nie muszę rozumieć co mówią, sama mimika powala mnie z nóg. Dopiero później zrozumiem, że chodzi tutaj o coś więcej niż o grę.

IMG_7440_1

IMG_7425

Kilkaset metrów dalej grupa kobiet ubranych w tradycyjne stroje wchodzi właśnie na scenę. Uśmiechnięte, zaczynają śpiewać tradycyjne serenady. Tańczą w miejscu raz po raz poruszając dłońmi, co ma symbolizować podmuch wiatru i ruch morskich fal. Od czasu do czasu żonglują pomponami przymocowanymi po dwóch stronach sznurka. Muzyka hipnotyzuje, koi, wywołuje uśmiech. Zbliża ludzi, którzy pląsają teraz przed sceną, a nawet podśpiewują coś pod nosem.

Wreszcie nadchodzi moment, na który tak bardzo czekaliśmy. No bo jak można byłoby pominąć rytualny taniec wojenny haka, rozsławiony na całym świecie przez drużynę rugby All Blacks. Mamy okazję na własne oczy zobaczyć różne odmiany tańca haka, ale nie bez powodu ta która ma na celu onieśmielenie i wystraszenie wroga jest najbardziej imponującą i popularna.

Tancerze raz po raz uderzają dłońmi o uda tors i ręką o rękę z taką siłą i zaangażowaniem, że ich skóra szybko nabiera krwisto czerwony kolor. Przed nami rysuje się portret wojownika, pokrytego tatuażem, o imponującej posturze. W oczach mężczyzn widać za razem złość i dumę. Ktoś, kto pełni rolę wodza recytuje słowa haki jak mantrę i jeszcze bardziej nakręcą wojowników, którzy teraz poruszają się jak w amoku. Krzyczą jeszcze głośniej. Wytrzeszczając oczy i wyciągają język. Część widowni uczestniczy. Emocje są tak ogromne, że teraz nam wszystkim wydaje się, że jesteśmy tutaj aby przekazać jakąś wiadomość. I jeżeli maoryscy bogowie naprawdę istnieją, to na pewno gapią się teraz na nas z góry.

IMG_7567

IMG_7605_1

Przed marae, miejscem kultu maoryskiego do którego dzisiaj, jedyny raz w roku wszyscy mają wstęp, zebrała się rzesza manifestujących o prawa Maorysów, o utracone ziemie, o zmiany klimatyczne. Płaskorzeźby ścienne przedstawiające bogów i wojowników, ozdobione muszlą paua, spoglądają na nas srogo ze ścian marae. Grupa o dziwo białych policjantów patrzy na wszystko kontem oka, czuwa, żeby nie doszło do zamieszek. Jak każdego roku… Tuż obok brytyjski okręt wojenny wyrzuca w powietrze pociski, orkiestra armii gra najnowsze radiowe hity. To już nie ta sama atmosfera, raczej kiczowaty festyn.

Jeżeli macie okazje znaleźć się w okolicach Waitangi właśnie szóstego lutego, nie wahajcie się. Pędźcie do Waitangi na spotkanie z populacją maoryską. Mam nadzieję, że również dla Was, będzie to niezwykły dzień. Poczujcie, jakbyście byli częścią tego miejsca. Zamknijcie oczy, wsłuchajcie się w dźwięk muzyki, usłyszcie wołanie każdego wyciętego drzewa, każdej duszy, która odeszła…

IMG_7583

DSC09389

17 Responses to “Haka, Waitangi i o początkach Nowej Zelandii!”
  1. Evi Mielczarek

    Twój artykuł był dla mnie wielką niespodzianką, bo wyszło na to, że o historii i podwalinach Nowej Zelandii wiem bardzo niewiele. Dzięki! Bardzo ciekawe święto i relacja. Mam nadzieję, że zawieje mnie kiedyś w tamte strony!

    • Eva | Roadtonz.com

      Dziękuję bardzo i w takim razie trzymam kciuki za szybką podróż na koniec świata i ciekawe odkrycia na miejscu. :)

  2. Agnieszka Ilnicka

    Obchody takiego święta to niesamowita lekcja historii! Prawie jak w Polsce :D

  3. Ada

    Piękna relacja i wspaniałe zdjęcia, kadry i ujęcie chwili! Dziękuję za ten tekst :-) umilił mi poranną kawę i utwierdził, że muszę tam kiedyś pojechać…

  4. Paweł

    Bardzo ciekawie to wygląda, zwłaszcza na Twoich zdjęciach Eva! Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Nową Zelandię trzeba zobaczyć i to szybko :-)

  5. Magda

    Mega ciekawy post przybliżający kulturę Maorysów wielkie dzięki! NZ jest na celowniku u mnie, a zdjęcia po prostu przepiękne!

  6. Połącz Kropki

    Wow, nawet nie miałam pojęcia, że takie święta mają tam miejsce;)

  7. Michał

    Najsmutniejsze w historii Maorysów jest to, że tak naprawdę trochę sami z siebie porzucali własne tradycje i przyjmowali kolejne elementy kultury europejskiej. W efekcie ich kulturę możemy poznawać głównie w muzeach, przy okazji świąt, zaaranżowanych przedstawień albo meczów All Blacks. Nie zmienia to faktu, że cały czas robi to niesamowite wrażenie:-)!

  8. Tym razem nie skomentuję tekstu i skupię się na zdjęciach. Wspaniałe! Zwłaszcza to ze spódnicami i rękoma. Mogłabym sobie powiesić w sypialni. Czapki z głów!

    • Eva | Roadtonz.com

      Przekazałam wiadomość i Steeve bardzo się ucieszył. Dziękujemy oboje! :)

  9. Ania

    Chciałabym się kiedyś znaleźć w środku takich obchodów. Brzmi to wszystko naprawdę niezwykle! Tak jak pisała Agnieszka wyżej – niesamowita lekcja historii. Fajnie, że napisałaś coś więcej o historii, warto wiedzieć przed udziałem w takim wydarzeniu skąd się wzięło i o co chodzi. Można wtedy zdecydowanie więcej wynieść :)

  10. JORDAN

    Hi there…. do you have any more images from Waitangi day 2015 of the group Te Waka Huia

Leave a Reply